Joanna spojrzała w lusterko, gdy tylko zaparkowała swój
samochód pod ośrodkiem sportu i rekreacji, tuż obok audi Gregora. Łzy
szczęścia, które spływały jej po twarzy niemal przez całą drogę na miejsce
utworzyły piękne esy floresy na jej policzkach. Choć wyglądały całkiem uroczo,
zupełnie jak prace trzylatka, wyjęła z torebki chusteczki do demakijażu i
starła te małe wątpliwe dzieła sztuki. Teraz jej twarz zdobił uśmiech niemal od
ucha do ucha. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co stało się zaledwie
kilkadziesiąt minut wcześniej. Wyglądało na to, że w końcu jej życie zaczyna
się układać tak jak sobie kiedyś to wymarzyła. Pozostało tylko podpisać umowę,
znaleźć jakieś lokum i mogła oblewać swój nowy start. Oczywiście doskonale
pamiętała komu to wszystko zawdzięcza i starała się wymyślić jak odwdzięczyć
się całej trójce za pomoc. Gdy weszła do budynku nie bardzo wiedziała gdzie w
zasadzie ma się udać. Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiejś wskazówki.
- W czym można pani pomóc? – podszedł do niej ochroniarz z
groźną miną. – Obiekt jest w tym momencie nieczynny.
Mężczyzna przyglądał się dziewczynie dłuższą chwilę.
Zastanawiała się czy zaraz jej stamtąd nie wyrzuci. Pewnie normalnie wziąłby ją
za jakąś szaloną fankę, ale jej oficjalny strój mógł go nieco zbić z tropu.
Postanowiła więc przybrać poważną minę i udawać jakąś ważną osobę, która ma tu
coś do załatwienia.
- Dzień dobry. Nazywam się Joanna Splitt, miałam się tu
spotkać z panem Schlierenzauerem – powiedziała udając nieco znudzoną.
- Dzień dobry. Tak, tak. Coś wspomniał – na jego twarzy
malowała się mina jak u kogoś, kto wiedział, że zaraz będzie miał jakieś
kłopoty. – Przepraszam panią najmocniej. Pan Schlierenzauer jest teraz na
basenie. Czeka na panią – dodał wskazując na niewielkie szklane drzwi.